Radom liczy na cud… ciągle!

Staram się być oszczędny w słowach i nie ulegać emocjom, ale inaczej się tego, niestety, nazwać nie da. Trzeba mocno upaść na głowę albo zderzyć się z nisko przelatującym samolotem, aby zbudować lotnisko w odległości zaledwie stu kilometrów (!!!) od największego portu lotniczego w Polsce (Okęcie, czy Warsaw Airport — jak kto woli) i liczyć na to, że inwestycja taka się zwróci (o zarobieniu na siebie — można jedynie pomarzyć!). W Radomiu, niestety, kilka oficjeli zaliczyło taki upadek na głowę (lub zderzenie z samolotem) i, zamiast wyciągnąć wnioski z historii pt. „Port Lotniczy Gdynia-Kossakowo”, ciągle liczą tam na gospodarczy cud.

Jakby głupoty było mało, to nie tylko warszawski port jest absurdalnie blisko (103 km!) Radom Airport.

„W okolicy” mamy również:

Trzy porty lotnicze w odległości mniejszej niż 140 km lub 1,5-2 godziny jazdy samochodem. Trzy porty doskonale skomunikowane, bo na trasie Warszawa-Radom-Lublin pociągów, jak „mrówków”. Jakby komuś jeszcze było mało — to Kraków i Pyrzowice w odległości ok. trzech godzin podróży.

Wobec ostatniego lotniska upada nawet argument, że Radom Airport mógłby być tanią alternatywą dla lotów rejsowych drogich przewoźników regularnych. Bo tylko takie „siadają” na Okęciu. Taką alternatywą jest (i od zawsze był) Modlin Airport!

Jedna linia lotnicza (AirBaltic), jedna destynacja, trzy loty w tygodniu, a do dnia dzisiejszego (od 1 września — inauguracja) — na w sumie dziewięć planowanych lotów — dwa odwołane z powodu braku pasażerów. Tak, w tej sytuacji tylko cud może pomóc!

Na nic innego nie można liczyć, bo twórcy siatek połączeń w liniach lotniczych (również tych tanich) — w odróżnieniu od włodarzy Radomia (i innych odpowiedzialnych oficjeli) — w głowę się nie uderzyli i nie rozplanują lotów na lotnisko znajdujące się 100 km od największego portu lotniczego w danym kraju i w odległości mniej niż 150 km od dwóch kolejnych lotnisk. Z których, notabene, już te tanie linie lotnicze operują. No, bo kto miałby latać w tej sytuacji? Chyba tylko ci włodarze Radomia.

Swoją drogą, wcale bym się nie zdziwił, gdyby kiedyś okazało się, że ta jedna destynacja istnieje (istniała?) tylko dzięki nieoficjalnym subwencjom z miejskiej kasy!

Dzięki Radom Airport, województwo mazowieckie awansowało do wąskiego (i wątpliwego) grona europejskich województw / okręgów / landów / departamentów / regionów mających po trzy porty lotnicze. Tylko, czy jest się tu z czego cieszyć, czy raczej wypada płakać nad idiotycznie wydanymi pieniędzmi? Oczywiście w Polsce również tylko województwo mazowieckie jest pod tym względem wyjątkowe. Każde inne polskie województwo ma po jednym porcie lotniczym (nie licząc innych „cudów gospodarczych” — takich, jak Zielona Góra-Babimost, czy wspomniana Gdynia-Kossakowo).

Ze względu na lokalizację (centralną), ilość mieszkańców i tym samym obsługiwanych pasażerów (największą) oraz dywersyfikację ruchu lotniczego (Warsaw Airport praktycznie nie obsługuje tanich linii lotniczych), posiadanie przez województwo mazowieckie dwóch lotnisk było jak najbardziej uzasadnione (choć — jak pokazała historia Modlina — i z dwoma portami lotniczymi mogło być krucho). Trzy to jest totalna przesada i ból głowy…

Ta strona jest obecnie w trakcie importu. Przenoszę posty z innych źródeł. Różne dziwne rzeczy mogą się tu dziać, dopóki ten proces się nie zakończy (a ta informacja nie zostanie usunięta).

Trwa import wpisów...